Zgoda pacjenta – ciągle aktualny temat

Marek Koenner22 stycznia 20134 komentarze

Przyznam, że do kolejnego wpisu na ten temat zainspirowały mnie komentarze pod tekstem Pani Justyny Zajdel na portalu Rynekzdrowia.pl. Pacjenci i lekarze stanęli po dwóch stronach barykady. Każdy z dyskutantów ma swoje racje i to uzasadnione.

Pacjenci chcą mieć kontrolę nad procesem leczenia. Nie chcą, żeby wbrew ich woli prowadzić proces leczenia. Na temat tego, kto decyduje o procesie leczenia, pisałem już na tym blogu.

Z kolei lekarze pomstują na prawników, którzy kładą im kłody pod nogi. Chcieliby skupić się na leczeniu, a nie zajmować się zbędną papierologią.

Muszę przyznać, że niestety tekst rodzi pytania, kiedy tak naprawdę zgoda jest potrzebna. Podstawowym przecież kazusem, który omawia się na studiach prawniczych jest przykład umowy adhezyjnej, w którym dorozumiane oświadczenie woli rodzi skutek w postaci zawarcia umowy.

Myślę, że trzeba te kwestie uporządkować i podzielić zgody na:

1. zgodę dorozumianą,

2. zgodę ustną,

3. zgodę pisemną.

Ad 1. Zgadzam się z jednym z komentatorów: pacjent wchodzący do gabinetu, siadający na fotelu dentystycznym itd. wyraża zgodę na leczenie.  Czyli wtedy mamy do czynienia ze zgodą dorozumianą.

Ad 2. Jeszcze lepiej, jak pacjent wypowiedział sakramentalne: Tak. Ale wtedy mamy słowo przeciwko słowu, jeżeli w ogóle się do tej ustnej zgody – jako dowodu – odwołujemy.

Ad 3. I w końcu wyraźnie wynikający z przepisów obowiązek uzyskania zgody na piśmie, gdy lekarz wykonuje zabieg operacyjny albo stosuje metodę leczenia lub diagnostyki stwarzającą podwyższone ryzyko dla pacjenta.

Oprócz ostatniego przypadku, gdzie zatem leży klucz do ustalenia, czy lekarz może czuć się już bezpieczny, nie musi obawiać się przegranej w procesie? Bo, że spotkać się może z roszczeniem ze strony kancelarii odszkodowawczej, a ta będzie szukała „haka” na niego czy to w procesie leczenia czy to w błędach organizacyjnych, to tego uniknąć się nie da nigdy.

Powtarzam to na wszystkich spotkaniach, szkoleniach itd. – decydująca jest dokumentacja medyczna. Jeżeli w oparciu o nią możemy stwierdzić, że pacjent został należycie poinformowany, to nawet jak nie mamy zgody na piśmie, to jak z kolei pacjent wykaże, że nie był poinformowany i w konsekwencji nie zgadzał się na leczenie?

Na pewno w przychodni, gdzie pacjent jest kierowany głównie do internisty, wystarczająca jest zgoda na leczenie (odpowiednio sformułowana) podpisana przy rejestracji. Jeżeli jednak np. lekarz później stosuje lek poza wskazaniami wynikającymi z ChPL, to musi zachować ostrożność. Co nie zawsze oznacza konieczność uzyskania zgody na piśmie! Ale gdyby była, ułatwiłoby to mi pracę i realną pomoc (bez zarzutów o wymaganie nadmiernego formalizmu 🙂

Zdaję sobie sprawę, że to nie jest odpowiedź w pełni satysfakcjonująca. Dlatego zalecam moim nowym Klientom przeprowadzenie audytu pod kątem spójności procedury odbierania oświadczeń od pacjentów (w tym zgód na leczenie) z dokumentacją medyczną.

Bo czy jest możliwe stworzenie jednego wzoru – dla konkretnych grup podmiotów – to jest do rozważenia. Jednak bez weryfikacji z prawnikiem nie oddawałbym takiego formularza w ręce pacjenta.

Prawdopodobnie c.d.n.

 

{ 3 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Aneta Styczeń 22, 2013 o 22:52

Należycie starannie prowadzona dokumentacja medyczna bez tzw. „braków” jest niezwykle istotna z uwagi na jej dowodowy charakter i nie jest to bynajmniej zbytecznie nakładany na lekarzy formalizm tylko zapewnienie im bezpieczeństwa. Zalecane jest skłonić się ku pojęciom ‚ racjonalny lekarz’ i ‚racjonalny pacjent’. Wszelkie usprawnienienia w jej prowadzeniu są jak najbardziej zalecane.

Odpowiedz

m.koenner Styczeń 22, 2013 o 23:41

Pani Aneto, w pełni się zgadzam. Dziękuję za ten komentarz i pozdrawiam. Marek Koenner

Odpowiedz

Aneta Sieradzka Styczeń 23, 2013 o 08:02

Pozdrawiam! AS

Odpowiedz

Dodaj komentarz

{ 1 trackback }

Poprzedni wpis:

Następny wpis: