Pouczający proces w sprawie Jasia zmarłego na sepsę

Marek Koenner28 maja 2013Komentarze (0)

Zapewne nie trzeba nikomu zwracać uwagi na informacje z sali rozpraw, na której toczy się proces zmarłego na sepsę Jasia. Obawiam się jednak, że to zainteresowanie będzie spadać. Chyba tego samego zdania są nawet relacjonujący proces dziennikarze.

Okazuje się bowiem, że sama w sobie śmierć 6-letniego chłopca, który prawdopodobnie (podkreślam: prawdopodobnie) zmarł wskutek błędów medycznych popełnionych przez lekarzy, nie wystarcza, żeby to zainteresowanie wywołać. Konieczny jest jeszcze odpowiedni wydźwięk – skazujący tychże lekarzy na samym początku procesu.

Otóż to nie biegli w postępowaniu przygotowawczym ani nawet nie prokuratorzy formułujący akty oskarżenia zdecydują o winie i karze osób odpowiedzialnych, zdecyduje o tym sąd.

Sam proces dzięki jego jawności będzie miał więc olbrzymi walor dydaktyczny, w szczególności dla mediów. Ale również dla pacjentów, lekarzy i zarządzających podmiotami leczniczymi, a także dla nas wszystkich.

 

Pacjentom proces ten uświadomi bowiem, że wcale ich wersja wydarzeń nie musi się potwierdzić. Opisywane na początku procesu jako oczywiste pewne fakty nabiorą odmiennego znaczenia. Świadkowie zeznają, a nie, jak to przeczytałem wczoraj, tłumaczą się.

I dopiero pełen kontekst w połączeniu z opiniami biegłych, da sądowi obraz sytuacji. Sytuacja ta zaś, niezależnie od podręcznikowych zasad, zawsze odzwierciedla prawdę formalną, czyli prawdę wynikającą z materiału dowodowego.

I tak może się okazać, że rzeczywiście w chwili wizyty u konkretnego lekarza nie można było stwierdzić sepsy. A wiedza medyczna nie nakazywała przy opisanych objawach przeprowadzenia szeregu badań. A wtedy tak oczywista wina lekarza ulotni się. Odpowiedzialność w sensie prawnym to jednak zupełnie co innego niż osąd moralny.

 

Dla lekarzy natomiast proces ten będzie lekcją praktyczną tego, co już dobrze wiedzą z licznych szkoleń dotyczących procedur, uzyskiwania zgód pacjentów, dokumentacji medycznej. Nie wystarczy bowiem wprowadzenie sztywnej procedury odbierania od każdego pacjenta podpisu na krótkim formularzu zgody. Konieczne jest jeszcze rozumienie ich znaczenia.

Już w pierwszej relacji z procesu zawarte jest pytanie sędziego do lekarza: „Dlaczego pani nie odnotowała braku zgody rodziców w dokumentacji?”.

Każda dokumentacja medyczna, każde oświadczenie pacjenta, stanowią dowód w potencjalnym sporze. I wtedy stają się odzwierciedleniem rzeczywistości, którą widzi sąd.

Podobnie okaże się ten proces pouczający dla zarządzających podmiotami leczniczymi. Bo ich odpowiedzialność będzie skutkowała finansowo. I dlatego warto pracować nad procedurami.

 

Mam nadzieję, że ten proces okaże się również pouczający dla nas wszystkich. Uświadomimy sobie bowiem, do czego może doprowadzić źle działający system. W tym systemie, za który odpowiada Sejm RP, Minister Zdrowia (a propos ostatniego listu Ministra Arłukowicza) i NFZ, lekarz jest bardzo często w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Z jednej strony musi wypełniać normy Kodeksu Etyki Lekarskiej. Z drugiej zaś działa w bezdusznym otoczeniu, które niejednokrotnie ukarze go za to działanie. (A konsekwencje finansowe spadną również na podmiot, z którym lekarz współpracuje i na ubezpieczyciela.)

Nie jest możliwy bowiem idealny stan, w którym wszyscy będą wyleczeni. Ważne jednak, żeby wszyscy odpowiedzieli sobie, kto jest w danym wypadku odpowiedzialny za tak ustalone granice możliwego i niemożliwego. Czy zawsze będzie tak, że będzie to tylko lekarz?

 

Na koniec chcę zastrzec, że nie przesądzam, kto w końcu ten proces wygra lub przegra. I czy na pewno prawda formalna będzie doskonale zbliżona do prawdy obiektywnej (która jak wiemy w procesie sądowym nie istnieje). Nigdy też – jako osoba zaangażowana w pomoc prawną dla lekarzy i podmiotów leczniczych – nie odważyłbym się oceniać sprawy przed zapadnięciem ostatecznego wyroku w sprawie (co nie zawsze oznacza wyrok prawomocny).

Do powyższych refleksji skłoniły mnie wyłącznie relacje prasowe, które jak na tak początkowy etap procesu, są jednak zbyt jednoznaczne co do negatywnego dla lekarzy wydźwięku.

{ 0 komentarze… dodaj teraz swój }

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: