Błąd medyczny a powikłanie

Marek Koenner15 stycznia 2019Komentarze (0)

Ocena istnienia elementu subiektywnego winy lekarza, wymaga wyraźnego rozróżnienia błędu medycznego, jako odstępstwa od wzorca i zasad należytego postępowania z uwzględnieniem profesjonalnego charakteru działalności sprawcy, od powikłania, które stanowi określoną, niekiedy atypową reakcję pacjenta na prawidłowo podjęty i przeprowadzony zespół czynności leczniczych, a także tzw. niepowodzenie medyczne.

Takie orzeczenie musiałem ponownie wykorzystać w procesie i uznałem, że muszę je tu też przypomnieć.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 537 404 455e-mail: kontakt@kancelaria-koenner.pl

Lekarz świadkiem

Marek Koenner18 września 2018Komentarze (0)

No właśnie. Lekarz w charakterze świadka to najczęstsza – można by rzec – rola procesowa, w której występuje lekarz w postępowaniach.

Z pewnością też najlepiej, jeżeli na tej roli się skończy.

Wiesz oczywiście, że za składanie fałszywych zeznań grozi odpowiedzialność karna. Jednak nie tu leży największe ryzyko związane z zeznaniami.

Na pewno dobrze to rozumiesz, jeżeli jesteś przesłuchiwany w ramach postępowania przed Okręgowym Rzecznikiem Odpowiedzialności Zawodowej, albo przed policjantem i przed prokuratorem. W tych wypadkach możesz być na dalszym etapie postępowania po prostu podsądnym, czyli obwinionym czy nawet oskarżonym.

Nieco inaczej sprawa wygląda w procesie cywilnym. Tutaj ta odpowiedzialność jest bardziej oddalona w czasie. Bo oznacza ryzyko kolejnego procesu, do którego nie musi wcale dojść.

We wszystkich powyższych przypadkach tak naprawdę nie tylko zeznajesz o faktach, ale też bronisz siebie. Dobrze, jeżeli ta obrona może być spójna i zgodna z linią obrony przyjętą przez Twojego zleceniodawcę (szpital czy prywatną klinikę).

W postępowaniu przed rzecznikiem, policją i prokuratorem, możesz nawet na tym etapie skorzystać z pomocy adwokata czy radcy prawnego, który może Ci towarzyszyć. I oczywiście wcześniej doradzić.

Co do zeznań w procesie cywilnym możesz się doradzić, ale na sali rozpraw jesteś sam. I musisz sobie poradzić.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 537 404 455e-mail: kontakt@kancelaria-koenner.pl

Prywatna opinia biegłego

Marek Koenner09 września 2018Komentarze (1)

Przygotowując się do procesu medycznego zdarza się, że chciałbyś od razu skorzystać z dobrej znajomości ze znajomym profesorem, który na pewno pozytywnie oceni Twoje działania i napisze korzystną dla Ciebie opinię.

Tym ruchem, jak sądzisz, zaszachujesz wszystkich, w tym pacjenta, rzecznika, itd. i nawet ich przekonasz i nikt nie pomyśli już, żeby kontynuować jakieś błędnie rozpoczęte działania przeciwko Tobie.

Otóż radziłbym zachować tą opcję na później.

Machina bowiem często już ruszyła i na tym początkowym etapie nie da się jej ot tak po prostu zatrzymać. Określone procedury muszą zostać przeprowadzone.

Opinia, która zostanie przygotowana na potrzeby postępowania czy to przygotowawczego czy sądowego, może też będzie dla Ciebie pozytywna.

Jeżeli jednak taka nie będzie, to jest to najlepszy moment, żeby odwołać się do wiedzy autorytetu i sporządzić kontropinię. Musisz pamiętać jednak o tym, że nie będzie ona wiążąca dla sądu. Prywatna opinia – bo tak zostanie potraktowana – będzie wyłącznie wyrazem Twojego poglądu na sprawę.

Niemniej może ona wywołać dużo pozytywnych zmian w procesie:

  1. biegły, który sporządził opinię negatywną, będzie musiał się do niej ustosunkować – czy składając wyjaśnienia na rozprawie czy, jeżeli sąd tak uzna, w formie pisemnej;
  2. być może przekona ona sąd do tego, żeby ten sam, a może nawet zupełnie inny biegły sporządził nową opinię.

Nie oznacza powyższe, że masz wówczas zagwarantowane zwycięstwo. Ale przecież z tą jedną, negatywną opinią, masz zagwarantowaną przegraną.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 537 404 455e-mail: kontakt@kancelaria-koenner.pl

Czy oglądałeś film „Adwokat” („Civil Action”, reż. Steven Zaillian) z Johnem Travoltą i Robertem Duvallem w rolach głównych? Jeżeli nie, to gorąco Ci go polecam.

W tym filmie jest taka scena, gdzie doświadczony pełnomocnik jednej z pozwanych spółek – profesor Jerome Facher (Robert Duvall), uczy studentów prawa trudnej sztuki zachowania się na sali rozpraw. W przebitkach pojawia się sala rozpraw, na której toczy on bój z młodszym, ambitnym mecenasem Janem Schlichtmannem (John Travolta).

Jednym z pomysłów profesora Fachera na obronę przed roszczeniami klientów przeciwnika – którymi jest grupa osób z pewnego miasteczka, gdzie zachodzi podejrzenie, że zakład garbarski zatruwa wodę pitną – jest zgłoszenie wniosku (w skrócie rzecz ujmując i nie chcąc spoilować – jak to się teraz nieładnie określa) o podzielenie postępowania dowodowego na dwie części.

Jeżeli w pierwszej pewne kwestie nie zostaną udowodnione, to ta druga część nie będzie już miała sensu.

Często stosuję ten pomysł na salach rozpraw w procesach medycznych – czasami się udaje go zastosować. Nie chodzi tu o jakiś trik, który przedłuża proces. Wręcz przeciwnie – ten wniosek i wynikająca z niego taktyka racjonalizuje proces o błąd medyczny. Aczkolwiek sam film nie dotyczy sprawy medycznej.

Opowiadam Ci o tym po to, żeby się usprawiedliwić za długą przerwę w pisaniu bloga. Czasem przerwa jest potrzebna, żeby parę spraw przemyśleć.

Myślę sobie, że Ty, mój drogi Czytelniku, mogłeś czytając bloga zapomnieć 😉 że moją główną pasją są procesy, w tym w szczególności procesy medyczne.

Na salach rozpraw spędzam mnóstwo czasu. Początkowo, przez 5 lat jako sędzia, i od ponad 14 lat jako mecenas.

I od ponad 14 lat działam na rynku medycznym, ale w sprawach medycznych nigdy nie reprezentuję pacjentów, zawsze lekarzy i podmioty lecznicze.

Ponieważ właśnie przeformułowałem moją stronę kancelarii, można tam też o tym przeczytać, gdybyś miał ochotę.

A wracając do filmu, to zaczyna się on niestety od sceny, która na pewno bardzo się spodoba wszystkim kancelariom odszkodowawczym.

Ale i tak warto obejrzeć ten film, bo jest po prostu świetny.

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 537 404 455e-mail: kontakt@kancelaria-koenner.pl

Oczywiście, że tak. Jeżeli to możliwe, zawrzyjmy ugodę. Ale ostrożnie.

No i zastrzegam, że mówimy tu o drobnych problemach. Oczywiście, czy coś jest drobnym problemem, to zależy (prawda, że to ulubione stwierdzenie prawnika?). Dla jednego poświęcenie (darowanie) kwoty 500 zł, a dla drugiego kwoty 5.000 zł za zabieg, może stanowić cenę za spokój, którą warto zapłacić. Ta „darowizna” może przybrać formę: rezygnacji z otrzymania wynagrodzenia, rabatu, dodatkowego darmowego zabiegu itd. itp.

Pamiętajmy jednak, że każde takie ustępstwo, może wywołać efekt odwrotny od zamierzonego – czyli doprowadzić do procesu (właśnie taki prowadzę: wcześniej wypłacono 8.000 zł, więc teraz mamy roszczenie na kwotę 100.000 zł minus 8.000 zł, czyli 92.000 zł).

Dlatego warto jednak mieć na względzie, co następuje:

  1. Jeżeli nie popełniliśmy żadnego błędu i chcemy to zrobić „dla świętego spokoju”, a mamy jakiekolwiek wątpliwości, czy to naprawdę uspokoi pacjenta, musimy pomyśleć o zawarciu porozumienia/ugody na piśmie. Takiego, w którym zrzeka się on wszelkich roszczeń, a lepiej zapiszmy, że „uznajemy roszczenia pacjenta za wyczerpane”. (Czy można zrzec się roszczeń na przyszłość i czy zawsze takie zrzeczenie się roszczeń będzie uznane za skuteczne – to temat na doktorat. Ale zawsze to już coś i znacznie utrudnimy zmianę zdania pacjentowi.)
  2. Jeżeli czujemy, że rzeczywiście popełniliśmy błąd, czyli, że realnie grozi nam postępowanie sądowe (czy z tytułu odpowiedzialności zawodowej), zawsze powinniśmy pamiętać o porozumieniu/ugodzie na piśmie. Reszta uwag – patrz punkt pierwszy.

 

Jeżeli chcesz skorzystać z pomocy prawnej, zapraszam Cię do kontaktu:

tel.: 537 404 455e-mail: kontakt@kancelaria-koenner.pl