Dr Mirosław G. skazany za przyjęcie kopert

Marek Koenner04 stycznia 20135 komentarzy

Na temat sprawy doktora Mirosława G. napisano już wiele, w szczególności na temat nieadekwatności działań organów ścigania do ostatecznie sformułowanego aktu oskarżenia. A dzisiaj (czyli 4 stycznia 2013 r.) zapadł wyrok Sądu Rejonowego Warszawa-Mokotów, w którym oddalono większość z postawionych mu zarzutów, a skazanie dotyczy wyłącznie przyjęcia korzyści majątkowej.

Pomimo, że pierwsze wrażenie po przejrzeniu relacji prasowych dotyczących uzasadnienia do wyroku jest pozytywne, to jednak budzi on wiele wątpliwości natury prawnej. Już teraz możemy przypuszczać, że wyrok ostateczny w tej sprawie będzie miał wymiar precedensu dla oceny podarków przekazywanych lekarzowi w związku z podejmowanym przez niego leczeniem.

Po wielu latach postępowania Sąd uznał, że wszystkie zarzuty dotyczące molestowania seksualnego, lobbingu, uzależniania świadczeń lekarskich od wręczanych łapówek, są nieuzasadnione, a niektóre z nich wręcz „wysoce absurdalne”. Po przeprowadzeniu setek dowodów Sąd jednak skazał Pana doktora Mirosława G. za przyjmowanie łapówek. Pomimo tego, że istniały również sterty dowodów na to, że Pan doktor odmawiał ich przyjmowania. Pomimo tego, że były one przekazywane dopiero po wykonaniu operacji jako wyraz wdzięczności.

Co zostało uznane za łapówki? Otóż nie pióra, alkohole, kwiaty, ale tylko i wyłącznie koperty, w których – jak należy domniemywać (bo podobno brak jest jednoznacznych dowodów na ich zawartość) – znajdowały się różne kwoty pieniężne. (Na marginesie rodzi się pytanie, czy aby zawartość kopert nie była mniejsza niż wartość niektórych prezentów rzeczowych).

Budzi to zdziwienie. Przepisy prawa karnego dotyczą bowiem przyjęcia korzyści majątkowej lub osobistej albo jej obietnicy, a wyłącznie przyjęta w nauce prawa wykładnia pozwala na rozróżnienie między dowodem wdzięczności a łapówką.

Rozważanym tu kryterium jest wartość korzyści. Stąd wręcz niepoważna analiza Sądu, jakoby drogi bukiet kwiatów nie mógł stanowić dowodu wdzięczności (również zbędna, skoro prezenty te nie były objęte zarzutami). W mojej ocenie kwestia ta powinna mieć znaczenie wyłącznie jako element zakwalifikowania danego zachowania pod kątem mniejszej wagi, o której mowa w art. 228 § 2 K.k.

Zdecydowanie bardziej istotne jest w mojej ocenie, czy dana korzyść została przyjęta w związku z pełnieniem funkcji publicznej. Bo musimy pamiętać, że Pan doktor Mirosław G. został skazany wyłącznie dlatego, że był osobą pełniącą funkcję publiczną, a konkretnie osobą zatrudnioną w jednostce organizacyjnej dysponującej środkami publicznymi. Był ordynatorem kliniki kardiochirurgii szpitala MSWiA w Warszawie.

Gdyby więc przyjąć hipotetycznie, że Pan dr Mirosław G. pracował w prywatnym podmiocie leczniczym, który nie ma kontraktu z NFZ-em, to jego działania można by oceniać wyłącznie przez pryzmat Kodeksu etyki lekarskiej, a zatem z pewnością nie mógłby być skazany przez sąd karny. Nie ma bowiem w prawie polskim pojęcia łapówki „biznesowej” jak w prawie niemieckim.

I tu dochodzimy do sedna sprawy. Skoro Pan dr Mirosław G. nie uzależniał od przyjmowania tychże korzyści miejsca w kolejce do leczenia ani w ogóle samego leczenia, skoro otrzymywał te korzyści wyłącznie jako dowody wdzięczności po przeprowadzanych operacjach (a kontrowersyjne jest w takim wypadku umorzenie postępowań wobec osób, które wręczały łapówki), to jaki związek można wykazać między uzyskaną korzyścią a funkcją publiczną. Moim zdaniem żadnego.

Jedynie na marginesie chciałbym dodać, że budzi najwyższe zdziwienie zadowolenie Pana Prokuratora Dariusza Ślepokury i jednocześnie muszę wyrazić osobisty pogląd, że słusznie Pan dr Mirosław G. oczekiwał przeprosin ze strony Prokuratury, która w tej sprawie reprezentuje działania organów ścigania, które Sąd wprost uznał za porównywalne do tych podejmowanych „za czasów stalinowskich”.

Sposób postępowania tychże organów, skala zarzutów i wyrok, chociaż dopiero I instancji, pokazują, że Pan dr Mirosław G. całkiem słusznie może kierować nie tylko pretensje, ale i roszczenia wobec państwa polskiego i nawet poszczególnych osób odpowiedzialnych za ich działania. Tym bardziej Sąd powinien rozważyć w tej sytuacji możliwość warunkowego umorzenia postępowania karnego nawet, jeżeli nie znajduje podstaw do uniewinnienia.

Zwracał na to uwagę sam dr Mirosław G. w swoim ostatnim słowie przed wyrokiem: „Proszę o sprawiedliwy wyrok. Sprawiedliwy w stosunku do wszystkich faktów i wszystkich osób. A że na drugiej szali zawsze jest niesprawiedliwość, proszę sąd o wzięcie pod uwagę wszystkich nadużyć i przekroczenia uprawnień w mojej sprawie”.

Nie jest wystarczające bowiem połajanie przez Sąd w ustnym uzasadnieniu orzeczenia organów ścigania, trzeba jeszcze wyrazić to w treści sentencji. A tak, zostaje wrażenie, że jednak skazanie dr Mirosława G. było uzasadnione.

{ 5 komentarze… przeczytaj je poniżej albo dodaj swój }

Jolanta Budzowska Styczeń 4, 2013 o 18:21

„I tu dochodzimy do sedna sprawy. Skoro Pan dr Mirosław G. nie uzależniał od przyjmowania tychże korzyści miejsca w kolejce do leczenia ani w ogóle samego leczenia, skoro otrzymywał te korzyści wyłącznie jako dowody wdzięczności po przeprowadzanych operacjach (a kontrowersyjne jest w takim wypadku umorzenie postępowań wobec osób, które wręczały łapówki), to jaki związek można wykazać między uzyskaną korzyścią a funkcją publiczną. Moim zdaniem żadnego.”- do tego fragmentu wpisu mam wątpliwości. Gdyby Mirosław G. był zatrudniony nie w szpitalu MSWiA w Wwie, a w podmiocie X Sp. z o.o., który również miałby kontrakt z NFZ, to nie dysponowałby – pośrednio jako lekarz operator- środkami publicznymi? Czy wówczas pacjent nie jest zdeterminowany, żeby zrobić wszystko w celu otrzymania jak najlepszej opieki, metody operacji, przyjaznych warunków konsultacji pooperacyjnych?

Odpowiedz

m.koenner Styczeń 4, 2013 o 21:18

Pani Mecenas, ja się zgadzam, że osoba pełniąca funkcję publiczną to też lekarz działający w ramach kontraktu z NFZ-em. Chociaż na marginesie uważam w ogóle tą regulację za pozostałość po definicji funkcjonariusza publicznego z czasów jgu. Natomiast na pewno brakuje oceny przez pryzmat łapówki biznesowej, jak w Niemczech. Tyle, że znowu w Polsce trzeba z tym uważać, bo generalnie jest zbyt dużo kryminalizacji czynów (a jako cywiliści zapewne oboje wolimy spory cywilne), a do tego dochodzi słabość organizacyjna i merytoryczna organów ścigania – nawet abstrahując od tak skrajnego przypadku, jak sprawa dr Mirosława G.
Wracając do kwestii łapówki uważam jednak, że oceny, czy dany prezent jest łapówką czy dowodem wdzięczności, nie można opierać na jego wartości (a na pewno nie wyłącznie). Konieczne jest w mojej ocenie wykazanie związku z pełnioną funkcją publiczną. Dziękując za wpis pozdrawiam. Marek Koenner.

Odpowiedz

Katarzyna - Lekarz i Prawo Styczeń 5, 2013 o 18:52

Po tym orzeczeniu każdy lekarz pracujący w placówce mającej kontrakt z NFZ będzie patrzył podejrzliwie na każdy wręczany mu bukiet kwiatów (bo skąd będzie wiedział, czy był drogi?), pióro i książkę.
A dr. Mirosław G. miał to „nieszczęście”, że nie tylko pracował w placówce wydatkującej środki publiczne, ale i był w niej ordynatorem (Uchwała SN z dnia 20 czerwca 2001 r. I KZP 5/01).

Odpowiedz

m.koenner Styczeń 5, 2013 o 19:23

Właśnie. Jeszcze nadzieja w sądzie II instancji, ale obawiam się, że ten wyrok ma szansę się utrzymać, bo jak jakaś linia się utrwali, to trudno ją zmienić. A ta sprawa jest chyba zbyt medialna, żeby była brana pod uwagę możliwość złagodzenia spojrzenia. Dlatego, kiedy spojrzeć w przesłanki warunkowego umorzenia, to aż się prosi o i jego zastosowanie. Dziękuję za wpis i pozdrawiam. Marek Koenner

Odpowiedz

Adrian Janus Luty 10, 2013 o 16:47

W przypadku lekarzy w podmiotach prywatnych można by chyba przemyśleć kwalifikację z art. 296a k.k.

Odpowiedz

Dodaj komentarz

Poprzedni wpis:

Następny wpis: