W jednym z komentarzy do poprzedniego wpisu wyrażono pogląd, że sama idea specjalizacji sędziów (sądów?) jest słuszna.

Spotykam się z tym poglądem – również ze strony sędziów – nie pierwszy raz. Otóż uważam, że jest on oparty na błędnym założeniu. Że w ogóle jest to możliwe.

Niemniej moim zdaniem również specjalizacje mają sens, ale tylko do pewnego stopnia. Przykładowo w sądach apelacyjnych nie powinno być tak, że nie ma wydziału rodzinnego (albo sekcji). Ale w mojej ocenie np. proces w sprawie budowlanej nie różni się zasadniczo od procesu o błąd medyczny. Cała konstrukcja postępowania dowodowego jest taka sama.

Problem leży jednak zupełnie gdzie indziej i wymagałby znacznego podrożenia kosztów postępowania, co może być nieakceptowalne społecznie. Mianowicie chodzi o biegłych – tu leży klucz.

Raczej nie jest możliwe, żeby prawnik, jakim jest sędzia, radca prawny czy adwokat, miał (albo musiał zdobyć) szczegółową wiedzę w konkretnej dziedzinie. Z prostej przyczyny: bo jest prawnikiem i nie starczy nikomu życia, żeby zgłębić tą wiedzę szczegółowo.

Z drugiej strony jest oczywiste, że prawnik powinien mieć orientację w dziedzinie, do której odnosi się umowa czy spór. Trochę podobnie jak pisarz kryminałów musi zdobyć pewną wiedzę o postępowaniu karnym.

Tak, na pewno już wszyscy wiedzą, że „Prokurator Krajowy zdecydował (zarządzenie z 29 kwietnia 2016 r. w sprawie określenia struktury organizacyjnej Prokuratury Krajowej), że w skład Departamentu Postępowania Przygotowawczego Prokuratury Krajowej będzie wchodził Koordynator do Spraw Błędów Medycznych.

Z dotychczasowych informacji przekazanych Prokuraturze Krajowej wynika, że Samodzielne Działy do Spraw Błędów Medycznych zostały utworzone w prokuraturach regionalnych w Warszawie, Katowicach, Krakowie i Lublinie, a w prokuratorach regionalnych w Łodzi, Gdańsku, Szczecinie, Wrocławiu, Rzeszowie, Białymstoku i Poznaniu sprawami związanymi z błędami lekarskimi będą zajmować się koordynatorzy.” (informacje ze strony Prokuratury Krajowej).

No i w ten oto sposób odeszliśmy od generalnie słusznego kierunku analizy błędów w sztuce jako rodzaju zdarzenia medycznego, która zakładała, że najpierw analizujemy okoliczności pod kątem medycznym, procedur dotyczących samej terapii czy diagnozy. Dopiero kiedy uznamy, że ten błąd jest ewidentny, kiedy nie da się obronić szkodliwości działania poszczególnych osób, kiedy nie możemy powiedzieć: skupmy się wyłącznie na naprawie procedury, a także – a może w szczególności – kiedy była taka decyzja pacjenta czy jego rodziny, rozważmy odpowiedzialność odszkodowawczą.

Przechodzimy do walki z kułactwem. Zawsze ktoś jest winny. I to winny z punktu widzenia prawa karnego.

Teraz jedyna nadzieja w niezawisłych sądach – że obronią lekarzy przed „karnymi szwadronami”.

Przygotowując się niedawno do jednej sprawy mojego Klienta (lekarza) analizowałem ponownie zagadnienie tajemnicy lekarskiej. Oprócz podstawowych wniosków doszedłem do odkrycia pewnego paradoksu.

Tenże nie zachodziłby, gdyby zakres tajemnicy nie został uznany w literaturze, a w konsekwencji również w orzecznictwie, za niezwykle szeroki. Tajemnica lekarska określana jest jako zakaz względny, ale właściwie zawsze interpretowana tak, jakby jednak była zakazem bezwzględnym.

Oczywistą dla każdego prawnika jest zasada, że exceptiones non sunt extentendaea zatem, że wszelkie wyjątki należy wykładać wąsko. W razie więc analizy jednej z przyczyn zwalniających z obowiązku zachowania tajemnicy może dojść do konfliktu z inną zasadą: że wszelkie wątpliwości należy rozstrzygać na korzyść obwinionego.

Przedmiotowa sprawa dotyczyła przesłanki zgody pacjenta. I tu należało by odwołać się do wszelkich dotychczasowych rozważań o informacji i zgodzie pacjenta na leczenie.

Wobec bowiem niemalże absolutnego zakazu nałożonego na lekarza, jak sformułowana powinna być zgoda, żeby skutecznie zwolniła w całej swej rozciągłości?

Pacjent w krytycznej sytuacji chorobowej zwolnił lekarza słowami: „Może Pan mówić wszystko na mój temat„.

Czy było to oświadczenie wystarczająco precyzyjne?

Znowu kłania się potrzeba sporządzenia kolejnego pisemnego formularza? Na dzisiaj jeszcze nie wiem.

Na pewno jednak nie możemy zapominać, że to pacjent jest dysponentem wiedzy o swojej osobie, chorobie i okolicznościach towarzyszących. Skoro więc pozwala mówić „wszystko”, to nie po stronie lekarza leży analiza, co wolno ujawnić, a co nie.

I tutaj mamy do czynienia z paradoksem. Przeciwne spojrzenie na sprawę oznacza przecież właśnie pochodną paternalistycznego podejścia do relacji: lekarz-pacjent.

PS. Teraz zobaczyłem, jak dawno i niewiele wpisów dokonałem w ostatnim półroczu. Postaram się nadrobić zaległości.

PG

Polecam oglądanie transmisji na żywo – tutaj: http://www.prixgalien.pl/transmisja-gali-prix-galien

Sprawuję patronat prawny nad tym wydarzeniem.

Proces o 8 mln odszkodowania

8 października 2015 · 0 komentarzy

Media poinformowały właśnie o procesie o 8 mln, czyli prawdopodobnie najwyższym kwotowo żądaniu odszkodowania w procesie opartym na błędzie medycznym. Skutkiem był zgon pacjenta.

Jednak informacje te nie są jeszcze kompletne.

Wiemy, że pozew w Sądzie Okręgowym w Krakowie przeciwko 12 podmiotom złożyła matka zmarłego. Jej 22-letni syn poddany był leczeniu kanałowemu w gabinecie dentystycznym. Następnie rana zaczęła ropieć, trafił do szpitala, z którego przewieziono go do kolejnego szpitala, gdzie nastąpił zgon.

Przyczyną śmierci pacjenta była sepsa.

Nie mogę nie zauważyć, że właściwie należałoby wysłuchać mojego szkolenia, żeby skomentować wszystkie problemy w tej sprawie.

 

Spróbuję jednak wymienić najważniejsze zagadnienia:

I. Odszkodowanie a zadośćuczynienie – pojawiają się komentarze dotyczące wysokości zadośćuczynienia. Trzeba więc podkreślić, że tym się odróżnia odszkodowanie, które jest wartością obiektywną i policzalną, od zadośćuczynienia, które stanowi wyraz subiektywnych odczuć i jest oceniane również z subiektywnego punktu widzenia przez sąd.

Żyjemy w czasach compensation culture, czyli takich, kiedy ból i cierpienie możemy zmonetaryzować i takiej wartości roszczenie kierować wobec podmiotów uznawanych przez nas za odpowiedzialnych za ten ból.

Dlatego lepszym sposobem dochodzenia roszczeń z punktu widzenia pacjenta są procesy cywilne.

 

II. Proces karny a cywilny – wyrok skazujący w procesie karnym wiąże sąd cywilny. Często proces karny stanowi więc początek wojny pacjenta z podmiotami leczniczymi i lekarzami.

Nie jest jeszcze jasne, czy równolegle toczy się proces karny, bo z informacji wynika jedynie, że wobec jednej lekarki prokurator umorzył postępowanie karne.

Gdyby tak było, istnieje duże ryzyko zawieszenia postępowania cywilnego do czasu zakończenia procesu karnego.

 

III. Adekwatny związek przyczynowy a zakażenie – ciekawe jest, że pełnomocnik powódki wskazuje na okoliczność, że nie zna przyczyny śmierci i że czeka na to, co powiedzą biegli powołani przez sąd w toku procesu.

Ten proces jest świetnym przykładem, jak szeroko może pójść atak procesowy, który jest swoistym testem, wobec którego z pozwanych sąd ostatecznie wyda wyrok.

Warto przypomnieć, że w sprawach o zakażenia sąd opiera się również na tzw. dowodzie prima facie, czyli takim dowodzie, gdzie „ustalony przez sąd zespół okoliczności faktycznych, uzasadnia przyjęcie adekwatnego związku przyczynowego pomiędzy hospitalizacją pacjenta w szpitalu i niedołożeniem tam należytej staranności w przestrzeganiu reżimu sanitarnego, a późniejszym zachorowaniem” (wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie z dnia 9 lutego 2000 r., I ACa 69/00).

A w omawianym przypadku mówimy chyba o przypadku bakteriemii, która doprowadziła do sepsy – oczywiście proces sądowy powinien wykazać rzeczywistą przyczynę zgonu (a nie tylko medyczną, którą znamy).

 

IV. Błąd w sztuce lekarskiej a błąd organizacyjny – musimy pamiętać o tym, że pozwany szpital odpowiadać będzie na innej zasadzie niż lekarz, który opiekował się danym pacjentem.

Niemniej każdy z nich może ponosić odpowiedzialność zarówno za kwestie stricte medyczne (błędna diagnoza lub terapia), jak i zagadnienia organizacyjne (błędy w dokumentacji).

 

V. Ilość pozwanych podmiotów a regres – wielokrotnie wyjaśniam, że tak właśnie teraz wygląda porada prawna w kancelarii odszkodowawczej, czyli z punktu widzenia pacjenta nie jest na tym etapie istotny stopień zawinienia i rozkład odpowiedzialności po stronie pozwanych.

Do tego dochodzą jeszcze ubezpieczyciele szpitali i lekarzy.

A w konsekwencji z dużym prawdopodobieństwem może dojść do kolejnych procesów, w których ci, od których zasądzono odszkodowania, będą się procesować między sobą.